niedziela, 22 maja 2016

Rozdział 6

W książce nie znajdowało się nic ciekawego, prócz podstaw magii, dlatego czerwonowłosa rzuciła ją tak jak pozostałą resztę do kominka. Przeglądając po kolei kolejne książki natknęła się na coś ciekawego. Rozdział nosił nazwę "homunculus czyli jak stworzyć sztucznego człowieka"
"Interesujące...",pomyślała, ale nie mogła długo nacieszyć się lekturą, gdyż do sali wszedł pewien mężczyzna.
- Pani Kaori, przeszukaliśmy już dom, nie ma tu już nic godnego uwagi - powiedział.
Kobieta zamknęła lekturę i tak jak pozostałe rzuciła ogniowi na pożarcie. Podeszła do stołu na którym leżała jedyna książka, która ją interesowała, a zdobycie jej wcale nie było takie łatwe, mimo, że znajdowała się w tej samej sali, w której obecnie się znajdowali, jednak w jej ukrytej za pomocą magii części. Dla niedoświadczonego czarodzieja odkrycie iluzji mogło by być kłopotliwe, ale bardziej kłopotliwsze było by przejście przez magiczną pułapkę, która gdy tylko się znajdziesz w polu jej rażenia twoje ciało od razu spaliłby ogień. Kaori zaliczała się do tych doświadczonych magów, można by również rzecz, że należy do elity Dagedars. Wzięła w ręce czerwoną skórzaną księgę, która również była chroniona zaklęciem magicznym, ale i ono nie dało rady jej zatrzymać przed dobraniem się do jej zapisków. Otworzyła ją, po czym zdziwiła się mocno. Nie znajdowało się w niej to co ostatnim razem. Na pierwszej stronie zamiast "Księga czarów Mari Kamatsuzaki" widniał tytuł "Nowo poznane zaklęcia Saki".
"Czy to kolejne zaklęcie zabezpieczające?" pomyślała, ale nie wyczuła ani odrobiny magii. Przekartkowała książkę w nadziei, że jednak może być to kolejne zaklęcie iluzjonistyczne, ale nie.
Książka, którą Kaori trzymała w dłoniach nie była tą samą, którą zdobyła w bardzo wymagający sposób. Nagle przyszło jej coś do głowy.
- Ta mała gówniara... - powiedziała po czym rozdarła książkę. - użyła zaklęcia podmiany, ale kiedy?
Na twarzy kobiety pojawiła się złowroga mina. Nagle przypomniała sobie, że Saki kiedy ją atakowała szykowała w lewej dłoni zaklęcie, którego jak wydawało się Kaori, nie udało się wywołać.
- Nazel zwołaj resztę. Nasze polowanie nadal trwa.

Deszcz padał nie ubłagalnie. Krople wody spływały po płaszczu Ariana, który prowadził powóz. Riana leżała w wozie, była cała blada, a czoło miała rozpalone od gorączki. Dobrze, że udało nam się zdobyć kryty wóz, w przeciwnym razie mogło być z dziewczyną gorzej z powodu deszczu. Kiedy tylko oddaliliśmy  się od ludzi z Dagedars i upewniliśmy się, że jesteśmy bezpieczni Ren, zabrała ode mnie zioła lecznicze, które kupiła Mari u zielarki w wiosce i kiedy je podała naszemu dowódcy dowiedzieliśmy się czegoś okropnego. Riana zataiła przed nami, że podczas walki w Grindel została zraniona przez jedną z gith w bark. Rana niby nie była poważna, ale mogło dojść do zakażenia. Po opatrzeniu rany, przez jej starszą koleżankę, Arian zabrał ją na barana i niósł przez kilka godzin po czym zauważyli, że przy jednym z przydrożnych domów znajduje się właśnie kryty wóz. Blondyn postanowił wypożyczyć go od właściciela, co nie było takie proste. Starszy człowiek był bardzo przywiązany do swojego pojazdu, jednak kiedy Arian zaproponował mu zapłatę, od razu się zgodził.
Ren siedziała zaraz przy Rianie. Z nią też nie było za dobrze. Martwiła się swoją przyjaciółką, ale również żal jej było Saki, która siedziała skulona po drugiej stronie wozu. Ja siedziałem obok niej mocno pokiereszowany wybuchowym zaklęciem Kaori, ale również ciężką ręką Ren, która uderzyła mnie zaraz kiedy odzyskałem przytomność za moją bezmyślność. Saki siedziała oparta o skrzynię, twarz miała schowaną między nogi. Nie odzywała się od czasu kiedy uciekliśmy z jej domu. Przez pewien czas płakała bardzo mocno, ale po jakimś czasie zamknęła się w sobie. Nagle Arian zawołał.
- Mamy szczęście, jest tutaj zajazd możemy zostać tu na noc 
- Co za ulga, oby mieli wolne pokoje - westchnęła Ren.
Zajazd z zewnątrz wyglądał całkiem znośnie. Jego ściany porastał bluszcz. Nie wydawał się duży, jednak kiedy weszliśmy do środka zobaczyliśmy dużą salę, w której ustawiono kilka stołów, przy których siedzieli jeszcze goście. Głównie kupcy i miejscowi, którzy gdy tylko ujrzeli Ariana z ranną Rianą na plecach, pomału wyszli ze stołu i przeszli do sąsiedniej sali na co zwróciła uwagę Ren,
- Dzień dobry w czym możemy służyć? - przywitała nas miła dziewczyna, która po pewnym czasie się wystraszyła.
- Możemy liczyć na jakiś wolny pokój? - zapytała Ren.
- Chwileczkę zaraz zobaczę - powiedziała po czym szybko opuściła izbę.
Tak samo reszta gości szła kierowała się do bocznej sali.
- Co się dzieje?- zdziwiłem się.
W końcu usłyszeliśmy znajomy śmiech. Szybko spojrzeliśmy na drzwi, prowadzące do drugiej izby. Stała w nich Rie.
- Długo nie musieliśmy was szukać, odbiorę teraz to co nasze! - zarechotała po czym rzuciła w naszą stronę swoje igły.
"To jakiś żart?" Pomyślałem, jeszcze nie wróciliśmy do sił, a oni już wrócili pełni chęci do dalszej walki.
Nie mogliśmy nic zrobić. Arian, nie dałby rady wyciągnąć swoich ostrzy z powodu Raiany, a Ren miała przy sobie Saki. Ja tak samo nie zdążyłbym wyciągnąć swojego miecza i absorbować zaklęcie. Nikt z nas nie spodziewał się walki. Igły leciały nieubłaganie, jednak na ich drodze pojawiła się barwna bariera, w którą uderzyły.
- Co znowu!?
Igły opadły na ziemię. Skorzystałem z okazji i wyciągnąłem miecz z pokrowca na plecach. Rie wyraźnie zakłopotana, sięgnęła do kieszeni w swoim płaszczu, kiedy nagle ktoś powiedział.
- Powstrzymajcie się!
Wszyscy spojrzeliśmy w stronę drzwi wejściowych, w których stali dwaj mężczyźni. Oboje mieli blond włosy jednak pierwszy, który się odezwał miał nieco dłuższe, zielone oczy i był wyższy od swojego brązowookiego kompana. Każdy z nich był ubrany w czarny płaszcz.
- Powstrzymajcie się! - powtórzył.
- A wy się nie wtrącajcie! - krzyknęła Kurenai, która chciała zaatakować ich od tyłu, ale z płaszcza niebieskookiego wyleciała księga, która wchłonęła czarne pasy.
Chłopak zabrał książkę do ręki i zaczął ją czytać.
- Pasy skrępowania. Zaklęcie drugiego poziomu o zasięgu mniej więcej dziesięciu do piętnastu metrów, którego celem jest skrępowanie przeciwnika. Mało efektywne.
Kurenai mocno się zdenerwowała. Zaklęcia magiczne dzieliły się na dziesięć poziomów. Zależnie od ich mocy i siły rażenia, począwszy od zero poziomowych podstawowych zaklęć jakimi były na przykład wytworzenie światła, bądź zaklęcie podmiany, skończywszy na bardzo silnych zaklęciach dziesiątego poziomu, które mogły by zniszczyć nawet kontynent.
- Taki jesteś cwany? Zobaczymy co teraz powiesz.
Kurenai uśmiechnęła się złośliwie, a z podłogi wyleciały pasy, które związały dwójkę nieznajomych. Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech triumfu, ale nie na długo. Dziewczyna poczuła, że coś jest nie tak, a zaklęcie, które związało jej przeciwników nagle zostawiło ich w spokoju po czym poleciało w stronę właścicielki. Kurenai nie mogła uwierzyć w to co się teraz stało. Jej własne zaklęcie skrępowało ją od stóp do głowy.
- Co to za magia?
- Pierwszo poziomowe zaklęcie kontrolowania przedmiotów.
- Jak zaklęcie pierwszego poziomu mogło, zawładnąć nad moimi pasami - dziwiła się dziewczyna.
- Z uwagi na perfekcyjne wyszkolenie zaklęcia przez mojego brata, można je przypisać spokojnie na poziom trzeci - wyjaśnił chłopak.
Zaklęcia mimo, że były przypisane do danego poziomu mogły być, również szkolone co powodowało zwiększenie ich skuteczności, czasu wywołania a tym samym rósł ich poziom i możliwości. Proces ten był jednak bardzo czasochłonny i dlatego większość magów wolała uczyć się innych zaklęć o podobnym działaniu.
Kurenai zaniemówiła, wpatrywała się tylko z złością na dwójkę nieznajomych.
- Zabierz swoją koleżankę i zmykajcie stąd - zwrócił się do Rie.
Rie parsknęła, jednak wiedziała, że nie mają szans z piątką, którą ścigali oraz dwójką braci. Dziewczyna powoli kierowała się ku wyjściu, przeszła pomiędzy nieznajomymi, a następnie podeszła do skrępowanej Kurenai. Wyczarowała ostrą igłę i rozcięła czarne pasy, ale już nie pomogła jej wstać. Spojrzała w naszą stronę i powiedziała "To jeszcze nie koniec Arcanium", po czym obie odwróciły się do oberży plecami i zniknęły w ciemności.
- Myślę, że już nie będzie z nimi problemu. Nic wam się nie stało? - zapytał troskliwie wyższy mag.
- Nie, nic takiego. Chociaż mam wrażenie że serce mi bije jak oszalałe. Czy mógłbyś to sprawdzić? - zapytała się Ren z flirciarskim spojrzeniem na chłopaków.
- Nie potrzebowaliśmy waszej pomocy! - powiedziała Riana.
- Pani kapitan tak..
- Cicho Ren! - powiedziała, po czym spojrzała w stronę dwóch mężczyzn. - Nie spodziewałam się spotkać w takim miejscu braci Nadakai.
Ren i Arian zdziwili się mocno. Natomiast ja nie bardzo zorientowany w sytuacji postanowiłem się zapytać.
 -Bracia Nadakai? Znasz ich?
- Bracia Reiji i Seiji Nadakai zwani również podróżującymi braćmi, są jakby to rzecz poszukiwaczami skarbów, a ich głównym celem jest legendarna księga Merlina - wyjaśniła Riana.
Zaskoczyła mnie ta informacja. Ta młoda dwójka poszukiwaczami skarbów.
- Tak to prawda, Legenda głosi, że księga najpotężniejszego maga, który stąpał po ziemi Merlina może spełnić wszystkie najskrytsze marzenia człowieka.
- Naprawdę, czyli jakbym miał taką księgę mógłbym poprosić o wszystko co zechcę? - zapytałem.
- Tak.
- Czyli mógłbym sprawić, że laski zaczęły by na mnie lecieć! - wykrzyknąłem głupio z siebie.
Rianie już puściły nerwy, wyciągnęła z pochwy zawieszonej na jej pasie pistolet i strzeliła do mnie kilka razy, szczęśliwie uniknąłem kul.
- Co ty robisz chcesz mnie zabić?
- Głupku, księga nie służy do takich rzeczy!
- Ooo... Haru czyżbyś nie miał szczęścia w miłości? Chodź niech no cię pocieszę! - powiedziała Ren przyciskając mnie do swoichpiersi.
-Jeśli miałbyś takie życzenie - zaśmiał się Reiji. - Jednakże - uśmiech zniknął z twarzy chłopaka, a jego mina zrobiła się poważna. - Księga w nieodpowiednich rękach, może sprawić wiele szkód.
Wszystkim miny spoważniały.
- Ale, czekajcie jeśli Arcanium zdobyło by tą księgę mogliby sprawić, że pokój na świecie w końcu by zapanował - wydedukowałem.
- Dlatego jej poszukujemy. To główny cel braci Nadakai z Arcanium - pochwalił się Seiji.
- A więc, wy również należycie do Arcanium? - zdziwiłem się.
- Tak, dokładnie. Jeśli moglibyśmy wiedzieć, czemu naraziliście się tej dwójce?
- Długo by opowiadać, ale nie będziemy przecież tak stać, usiądźmy - zaproponowała Riana
Całą grupą usiedliśmy przy jednym z większych stołów, które znajdowały się w zajeździe i zamówiliśmy jedzenie. Kelnerka nie co przerażona szybko przygotowała zamówione potrawy i podała grupie podróżnych. Riana, wraz z Arianem opowiedzieli o całym zajściu jakie miało miejsce w domu Saki. O tym jak Riana spadła z mostu, zraniła się w nogę i jak spotkali Saki, która zaproponowała nam pomoc jej siostry, a następnie o ataku Dagedars na dom, oraz o tym kim była siostra Saki. Kiedy Riana wypowiedziała jej nazwisko, Seiji od razu przerwał.
- Mari Kamatsuzaki!? Czyli ty jesteś jej młodszą siostrą?
Saki nie odpowiedziała, lecz skuliła się na krześle.
- Nie odzywa się odkąd... - Ren w ostatniej chwili ugryzła się w język.
Seiji spoglądał przez chwilę na nią, po czym zrozumiał co musiało się stać. Dziewczyna wiele przeszła i niełatwo było jej wysłuchiwać tej opowieści. Mężczyzna spojrzał na małą i zrobiło mu się jej żal. W pewnym momencie zauważył, że na jej szyi zawieszony jest amulet, połyskiwał na nim niewielki żółty klejnot. Mężczyzna zdziwił się mocno i chwycił na zawieszony na swojej szyi dokładnie taki sam amulet, z tą różnicą, że klejnot był zielonego koloru.
-Saki, ładny amulet masz na szyi, patrz mam podobny.
Dziewczyna spojrzała na trzymany w ręce amulet Seiji'ego, po czym złapała się za swój.
- Należał do mojej siostry. Dała mi go na moje urodziny - powiedziała.
Riana mocno się zdziwiła, a zarazem ulżyło jej, że Saki w końcu się odezwała.
- Ja swój, mam również po siostrze. Jest on jedyną pamiątką, jaką po niej mamy.
Seiji ściągnął amulet z szyi i podał Saki. Ta nie pewna, w końcu wzięła go w ręce. Był lekki, ważył tyle co jej. Dziewczyna pogładziła zielony klejnot, po czym odwróciła amulet na drugą stronę, gdzie znajdował się symbol strzelca. Na jej amulecie, zamiast strzelca znajdował się symbol skorpiona.
- Powracając do tej dwójki - zaczął Reiji. - Ta kobieta mówiła, że odbierze to co im zabraliście. O co jej chodziło?
- Nie mam pojęcia - odparła Riana i kątem oka zobaczyła, że Saki przyciska do siebie swoją kurtkę i zaczyna się trochę denerwować. -  Saki, czy ty może coś wiesz?
Dziewczyna wstała z krzesła, położyła na stole amulet Seiji'ego i wyszła z zajazdu, nie reagując na wołanie Riany i Ren. Seiji wyszedł za nią. Saki usiadła na schodach, a chłopak tuż obok niej. Siedzieli tak koło siebie kilka minut po czym chłopak w końcu postanowił się odezwać.
- Wiesz... Jakby Ci to powiedzieć, Moja siostra zaginęła, kiedy miałem trzynaście lat. Wyszła z domu jak co dzień zrobić, zakupy na targu. Minęła pierwsza, godzina, druga, trzecia, a ona nie wracała. W końcu postanowiłem wyjść i jej poszukać. Na targu jednak nikt jej nie widział, ale kiedy wracałem do domu, natknąłem się na kupca, który wymachiwał właśnie tym amuletem w palcu. Zapytałem się skąd go ma ale odparł mi, że to nie moja sprawa. W końcu nie wytrzymałem i uderzyłem go w twarz, po czym powiedział mi, że znalazł go przy pobliskim lesie. Wyrwałem, mu z ręki amulet i jak najszybciej pobiegłem do lasu poszukać mojej siostry. Jednak moje poszukiwania okazały się bezowocne, a zamiast jej spotkałem tylko watahę wilków. Bałem się, że już będzie po mnie. Wspiąłem się na pobliskie skały, by wilki mnie nie złapały, ale za mną pojawił się chyba przywódca stada. Warknął na mnie po czym skoczył. Zamknąłem oczy z przerażenia, po czym usłyszałem pisk i skamlenie wilka, a gdy je otworzyłem zobaczyłem przed sobą mężczyznę w ciężkiej zbroi. Na jego płaszczu widniał symbol Arcanium. Człowiek ten miał w dłoni świecący miecz, którym odstraszył wilki, po czym zabrał mnie do mojej wioski. Kiedy zapytał się mnie co robiłem sam w lesie, powiedziałem, że szukałem mojej siostry. Ten pokazał mi kawałek materiału, który należał do jej sukienki. Wilki musiały ją dopaść, wcześniej, ale ja w to nie mogłem uwierzyć. Wierzę, że moja siostra żyje, gdzieś tam, a ja będę jej szukał do póki jej nie odnajdę, a kiedy wreszcie się spotkamy oddam jej ten amulet.
- Przykro mi - rzekła Saki. - Jak twoja siostra się nazywała?
- Eli.
Saki przygnębiona wyciągnęła z kurtki czerwoną księgę.
- Wiesz ja mam już tą pewność, że moja siostra nie żyje, a ta księga była dla niej bardzo ważna i nie pozwolę Dagedars jej dorwać. Jeżeli to prawda, że Księga Merlina może dokonać cudu to chciałabym, aby moja siostra powróciła do życia. Dlatego, też proszę zabierz mnie ze sobą, a oddam Ci wszelkie zapiski prowadzone przez moją siostrę na temat tej księgi.
Seiji spojrzał na nią niepewnie. Uśmiechnął się, po czym wstał i wyciągnął do małej rękę.
- W takim razie od jutra zaczniesz nowy rozdział w swoim życiu. Jako poszukiwacz skarbów z Arcanium będziesz musiała być przygotowana na najgorsze, a to oznacza że będziesz musiała stać się silniejsza. Czy chcesz zostać moją uczennicą i razem z moim bratem uczestniczyć w poszukiwaniach starożytnych artefaktów w tym Księgi Merlina?
- Tak - odpowiedziała bez wahania, po czym złapała chłopaka za rękę i weszła z nim do gospody.
Podeszli do nas, po czym Saki położyła skórzaną księgę na stół. Reiji wziął ją do ręki, delikatnie pogładził okładkę,a Riana od razu się zapytała.
- Czy to jest ta księga, którą Kaori...?
- Tak.
- A le jak udało Ci się ją odzyskać? - dziwiła się Riana.
- Proste zaklęcie podmiany - pochwaliła się.
- Czyli to tego przedmiotu od nas chcieli.
- O to co teraz zrobimy. Zabieramy małą ze sobą...
- Jak to!? Nie możecie! - zaprotestowała Riana
- To moja decyzja, chcę dołączyć do was i chcę odnaleźć Księgę Merlina.
Riana spojrzała na zdecydowaną Saki. Nie spodziewała się tego z jej strony. Uśmiechnęła się i powiedziała.
- Dobrze skoro taka jest twoja wola, ale co zrobimy? Dagedars będzie ją ścigało.
- To również przemyślałem. Rejij, masz jeszcze to zaklęcie przemiany zapisane w księdze? - zapytał brata.
- Poczekaj - chłopak otworzył swoją księgę, zaklęć i przekartkował ją, aż wreszcie natknął się na zaklęcie, o które prosił go brat. - Tak, mam. Zaklęcie przemiany, dzięki niemu można przemienić się w dowolną osobę, potrzeba tylko kosmyka włosów tej osoby.
Saki wyrwała sobie z głowy kilka włosów, po czym położyła je na księgę.
- Teraz ktoś z was przemieni się w małą dla zmylenia przeciwnika.
Rianie błysnęło w oczach po czym spojrzała na mnie.
- Ja odpadam, mnie magia się nie ima - uśmiechnął się, po czym jej wzrok powędrował w stronę Ariana.
- Ja, ale czemu to akurat musi być mężczyzna?
- Pani Kapitan, nie chcę się wtrącać, ale może lepiej niech przemieni się w Saki ktoś, kogo oni nie widzieli? - wtrąciła się Ren.
- Ale kto? - zapytała, po czym cała jej drużyna spojrzała na nią. - Ja, ale przecież oni nas wszystkich widzieli, poza tym jestem kapitanem - zaprotestowała.
- Tak, ale najmniej pani udzieliła się w walce z nimi.
- Ren, ja Cię... Ah no dobra niech wam będzie.
Ren przybiła piątkę z Arianem i ze mną, a rudowłosa dziewczyna parsknęła poirytowana.
- Dobrze. Riano. Jutro z samego rana zrealizujemy nasz plan tym czasem życzę wszystkim spokojnej nocy - powiedział Seiji po czym udał się do swojego pokoju.
Saki przez pewien czas spoglądała jak krople wody uderzają w okno. Wyciągnęła księgę i amulet siostry i popatrzyła na nie przez chwilę. "Będzie dobrze", powiedziała w duchu.
Zszedłem do głównej sali, wszyscy już na mnie czekali. Miałem powiedzieć "dzień dobry", ale urwałem w połowie, gdyż dostrzegłem złą minę Riany, która spoglądała w moją stronę. 
- Dzień dobry Haru. Jak się spało? - zapytała się Ren.
- Dobrze.
- Skoro już wszyscy jesteśmy, możemy zacząć, Riano czy jesteś got...
- Już jestem, rób swoje - przerwała Rejij'emu.
- Dobrze.
Chłopak wziął swoją księgę w dłonie, znalazł stronę z zaklęciem przemiany, położył na nim włosy Saki, po czym zaczął recytować zaklęcie, a następnie dmuchnął we włosy, które poleciały na Rianę. Atrament zapisany na stronach zniknął, a wokół dziewczyny pojawił się kłębek dymu, który zaczął ją otaczać, aż całkowicie w nim zatonęła. Błysnęło kilka razy, po czym biały dym zaczął pomału się ulatniać, a za niego, dostrzegliśmy, małą dziewczynkę, całkowitą kopię Saki w nieco zwisających ubraniach. Kiedy Riana zauważyła, że jej koszulka zaczyna zsuwać jej się na biust, złapała ją i uklękła. Po czym zawstydzona krzyknęła.
- A co z ubraniami?
- Zaklęcie nie kopiuje ubrań, ale gospodyni powinna coś mieć w rozmiarze Saki - powiedział Reiji, po czym poszedł poprosić o ubrania.
Widząc klęczącą Saki zakrywającą swoje piersi zachciało mi się śmiać. Teraz to ona musiała trzymać swoje ubrania, by jej nie spadły odkrywając pewne części ciała.
- A tobie co odbija? - zapytał po czym zawstydzona domyśliła się co chodziło chłopakowi po głowie.- Ty zboku! To nawet nie moje ciało!
- Ale ja... ja nawet nie miałem tego na myśli! - broniłem się.
Saki przyglądała się im, aż w końcu zrozumiała o co chodzi. Zarumieniła się i zauważyła, że mój wzrok powędrował na nią, po czym nieco się przestraszyła i starała się mnie uniknąć.
- Saki dobrze się czujesz? - zapytałem.
Dziewczyna zaczęła się denerwować i pocić, a kiedy zrobiłem w jej stronę krok krzyknęła zawstydzona. Nie wiedząc o co jej chodzi zatrzymałem się, a Ren uderzyła mnie w głowę.
- Haru, niech te czarne myśli wyjdą Ci z głowy!
- Ja nawet nie pomyślałem o tym co wy.
Do sali wrócił Reiji.
- Mam, rozmiar powinien się zgadzać - powiedział i wręczył Rianie zieloną sukienkę.
Riana nie zbyt zachwycona, wyrwała mu ją z ręki i wstała, a jej spodnie zsunęły jej się po pośladkach odkrywając jedwabną bieliznę z misiem. Dziewczyna nie świadoma tego zauważyła, że wszyscy patrzymy na nią trochę zawstydzeni i rozbawieni, ale ja nie wytrzymałem i powiedziałem.
- Ładny miś.
Riana przez chwilę zastanawiała się o co mi może chodzić, aż wreszcie zobaczyła, że szorty odkryły jej bieliznę. Zawstydzona nie wiedziała co zrobić ale Ren natychmiastowo wzięła sprawy w swoje ręce. Spojrzała wrogo w stronę panów i wyczarowała elektryczną kulę, którą cisnęła w nas krzycząc.
- Wynocha stąd! Tu się przebiera!
Ja, Arian i bracia szybko uciekliśmy do sąsiedniej sali, przed wściekłą Ren i poczekaliśmy, aż Riana ubierze zielona sukienkę.
Po 5 minutach pozwolili nam wejść. Dziewczyna ze smętną miną spojrzała w naszą stronę. Nie wyglądała tak źle w nowym stroju.
- Dobra to jaki mamy plan? - zapytała się w końcu.
- Tak Saki, uda się z nami na północ do Resztar. Tam przejdzie szkolenie i najprawdopodobniej zostanie członkiem naszej drużyny. Wy natomiast udacie się do głównej bazy.
- A co jak to nie wypali? I ich celem okażecie się wy? - zapytał Arian.
- Wtedy damy im popalić tak jak poprzednio - uśmiechnął się Sejij.
- Nie zapominajcie, że naszym przeciwnikiem jest nie byle kto, ale czarodziejka Kaori Rid. Nie powinniśmy jej lekceważyć - przypomniała Riana.
- Kaori Rid.
Saki wypowiedziała to imię z wielką nienawiścią i pogardą. Zacisnęła dłonie jak najmocniej, a na jej twarzy pojawiła się oznaka złości i zdenerwowania. Położyłem na jej ramieniu dłoń po czym dziewczyna się uspokoiła.
- Cóż pozostaje nam wierzyć, że połknął haczyk - rzekł Rejij.
- Tak ja jako przynęta - westchnęła Riana - Dobra myślę, że jesteśmy gotowi - powiedziała zdecydowana dziewczyna po czym podeszła do Saki i przytuliła ja do siebie. - Uważaj na siebie mała.
Ren również podeszła do małej czarodziejki i wzięła ją w swoje ramiona.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy - powiedziała z łzami w oczach.
- Na pewno - pocieszyła ją.
Arian wyciągnął do Saki dłoń i życzył powodzenia.
- Szkol swoje umiejętności magiczne i niech całe Arcanium usłyszy o potężnej czarodziejce Saki Kamatsuzaki - powiedziałem.
- Dziękuję Haru - uśmiechnęła się po czym pocałowała mnie w policzek.
- Dobrze, a więc czas ruszać.
Cała grupa wyszła z zajazdu po czym, rozdzieliliśmy się i odeszliśmy w przeciwnych kierunkach.
Ren  siedziała, wraz z Arianem na miejscu woźnicy. Wciąż myślała o Saki i braciach, a w duchu modliła się, żeby Dagedars ich nie dorwało. Droga prowadziła przez iglasty las, mogliśmy się już czuć bezpiecznie, gdyż znajdowaliśmy się dość blisko stacji kolejowej, którą możemy pojechać prosto do Deven, gdzie mieściła się siedziba główna Arcanium na kontynencie. Stacja kolejowa, była tuż za wąwozem do którego właśnie wjechał nasz wóz, kiedy nagle zawiał lekki wiaterek, a Arian dostrzegł, że coś jest nie tak. Igły ze świerków, które znajdowały się nad nami oderwały się od drzew i poleciały wprost na nas. Wbiły się w płachtę wozu, po czym zapłonęły. Riana wraz ze mną wyskoczyła z płonącego pojazdu i pobiegliśmy co sił w stronę wyjścia, ale wielki głaz nagle spadł na przejście blokując je przy tym. Obejrzawszy się zobaczyliśmy Nazela, który zeskoczył z jednej ze ścian wąwozu. Arian chciał sięgnąć po swoje miecze, jednak czarne pasy chwyciły jego ręce i nie mógł nimi poruszyć. Ren natomiast wypowiedziała zaklęcie i wytworzyła kulę elektrycznej mocy, którą rzuciła w stronę grubasa. Ta jednak zderzyła się z impetem o inną czerwoną falę energii, przy czym wybuchła. Dziewczyna zasłoniła oczy, przed dymem i wtedy nagle szybko z dymu wyleciała Rie, która wbiła jej w rękę kilka igieł. Wyciągnąłem swoją broń i szybko poleciałem w stronę obezwładnionego Ariana by go uwolnić jednak coś błyskawicznie mignęło mi koło oka i drasnęło policzek, z którego lekko wysączyła się krew. Zobaczył, że Nazel podrzucał w ręku kamyk i od razu zrozumiałem, że to co drasnęło mnie w policzek to musiał być jeden z tych kamieni, jednak nie przejąłem się tym bardzo. Przygotowałem broń do ataku, zrobiłem krok naprzód... i wtedy wpadłem w pułapkę grubasa. Dół głęboki na 5 metrów, musiał być przygotowany specjalnie dla mnie. Cała ta zasadzka była dobrze przemyślana i zorganizowana. Wiedzieli, że będziemy chcieli się dostać do Deven, dlatego wcześniej przyszykowali to wszystko. Riana patrzyła na naszą złą sytuację. Arian splątany, przez czarne pasy, Ren z igłami w ręce i ja w pięcio metrowym dole. Dziewczyna mocno zacisnęła zęby i już miała sięgnąć po broń, kiedy nagle usłyszała ten denerwujący śmiech. Wiedziała, że już kto się zbliża. Kaori weszła do wąwozu i spokojnie kierowała się w stronę Riany, całkiem pewna siebie. Nie wiedziała, że dziewczyna do której się kieruje to nie jest Saki.
- Musze Ci pogratulować mała gówniaro - uśmiechnęła się. - A teraz proszę oddaj mi księgę Mari. - syknęła wyciągając do niej rękę.
Riana sięgnęła do do kieszeni i pomału wyciągnęła z niej swój pistolet po czym strzeliła w stronę wiedźmy. Kaori zaskoczona tym chciała się odwrócić, ale nie dała by rady. Na jej twarzy pojawił się wyraz przerażenia. Kula leciała w jej stronę i była tuż przy czole, kiedy nagle zwolniła tępo, nie nie zwolniła tylko się zatrzymała. Wiedźma uśmiechnęła się szyderczo i wzięła łuskę w ręce po czym powiedziała.
- Żartowałam.
A łuska zamieniła się w pył, który rozwiał wiatr.
- My też żartowaliśmy - uśmiechnęła się Riana.
Kaori spojrzała na nią ponownie zaskoczona, a Rianę objął obłok dymu, po czym czarodziejka zobaczyła, że mała dziewczyna która stała przed nią to nie jest Saki. Rie również zaskoczona spojrzała na Ren. Ta uśmiechnęła się i uderzyła ją elektryczną kulą odrzucając ją od siebie na pięć metrów. Arian natomiast podskoczył przy czym wywołał falę wiatru, dzięki której czarne pasy się zerwały. Błyskawicznie sięgnął po miecze, a następnie posłał wiatr w stronę drzewa z którego dochodziły pasy. Kurenai zleciała z niego i spadła na ziemię. Ja natomiast wyciągnąłem swój miecz do góry, po czym wyleciały z niego pasy Kurenai, które związały się gałęziami, dzięki czemu mogłem wydostać się z dołu Nazela. Zakłopotany grubas spojrzał w moją stronę, a ja ponownie wyrzuciłem ze swojego miecza falę pasów, które związały go, po czym podeszliśmy do Riany, która celowała w czarodziejkę Kaori. Wiedźma spoglądała na nas z nie do wierzeniem i w końcu ponownie parsknęła śmiechem.
- Arcanium sami mnie do tego zmuszacie.
Poczułem jak wokół kobiety zaczyna zbierać się magia. Cała nasza czwórka przygotowana na najgorsze miała teraz stawić czoła elitarnemu magowi Dagedars. Zauważyłem jak powietrze w okół czarodziejki zaczęło falować, a ona sama zaczęła emanować czerwoną poświatą. Przeraziłem się trochę tym widokiem, a mój miecz zaczął drżeć. Silna energia emanowała od Kaori, a wiatr zaczął wiać w naszą stronę i wtedy to poczułem. Uczucie bezradności, kiedy moje próby zrobienia czegokolwiek nie wychodzą. Moje nogi zrobiły się lekkie jak wata. Sparaliżował mnie strach, nie mogłem się ruszyć. Tak samo jak moi towarzysze, patrzyli tylko bezradnie w stronę wiedźmy, lecz wtedy nagle skała, która blokowała przejście z wąwozu wybuchła, a do środka wbiegło kilku żołnierzy.
- Złóżcie broń! - krzyknął jeden z nich.
Riana jednak dostrzegła na ich mundurach herb z gryfem, który był symbolem Arcanium. Westchnęła z ulgą i zwróciła się do nich. 
- Spokojnie jesteśmy z Arcanium i podążamy do Deven by złożyć z raport z misji, kiedy tu zostaliśmy zaatakowani przez tych ludzi - pokazała przy tym dokument, który był potwierdzeniem, że jest kapitanem drużyny siódmej.
- Tak, to prawda. A ta czwórka?
- Jestem Kaori Rid. Czarodzieja Dagedars i ścigam tych ludzi, gdyż ukradli coś co jest kluczowe dla mojej misji i lepiej niech to oddadzą, jeśli nie chcą żadnych konfliktów.
- Pani Kaori, proszę nas nie oskarżać tylko na podstawie domysłów. Mogę przysiąc na swój honor, że nie posiadamy przedmiotu, którego tak pragniesz.
- Kłamiesz! - wrzasnęła Kaori, a żołnierze wycelowali w nią z broni.
- Nie chcemy żeby doszło do walki. Arcanium jeśli mówisz prawdę to proszę aby ci ludzie udowodnili swoją niewinność i pozwolili nam się przeszukać, a jeśli znajdziemy to czego szukamy proszę o odegranie pojedynku racji.
- Dobrze. Zgadzam się. Możecie nas przeszukać, ale jeśli nie znajdziecie tego czego szukacie to odejdziecie stąd - uśmiechnęła się Riana.
Zeskoczył do nas jeden z żołnierzy, a Kaori podeszła by sprawdzić nasze rzeczy. Mężczyzna po kolei przeszukiwał nasze ubrania, a znalezione przedmioty kładł na ziemię, by wiedźma mogła je zbadać. Kiedy wszyscy zostaliśmy przeszukani, Kaori spojrzała na Rianę z pogardą, po czym odwróciła i odeszła, a ranni Kurenai, Rie pomogli Nazelowi wstać i udali się za czarodziejką.
Odetchnąłem z ulgą. Gdyby przyszło nam do bezpośredniej konfrontacji z Kaori źle się to mogło dla nas skończyć. Spojrzałem na moją przełożoną, która była trochę niespokojna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz