niedziela, 22 maja 2016

Rozdział 7

Wiatr rozwiewał czerwone włosy Saki, która siedziała na wzgórzu pod jabłonką. Od rozstania z drużyną siódmą minęło dopiero trzy dni, a dziewczynie wydawało się jakby minęła wieczność. Saki stara się nie wracać pamięcią do wydarzeń z tamtego dnia, w którym zginęła jej siostra, jednak zdarzały się momenty, w których chciała wrócić do domu, jednak Seiji stanowczo jej na to zabronił, gdyż Dagedars mogło na nią tam czekać. 
Wyciągnęła z kieszeni księgę. Spojrzała na jej okładkę i ścisnęła ją mocno w dłoni "Musze stać się silniejsza" powiedziała w duchu i zacisnęła zęby.
- Saki!
Dziewczyna spojrzała w stronę, z której ktoś ją zawołał. Zobaczyła Seiji'ego, który machał do niej informując, żeby do niego przyszła. Szybko zerwała się i pobiegła w jego stronę. Chłopak uśmiechnął się po czym zwrócił się od niej.
- Najpóźniej za dwa dni dotrzemy do miasta Kaszten. Tam będziemy mogli zapisać Cię do Arcanium gdzie będziesz musiała przejść specjalny trening, a następnie zdać testy końcowe po czym dołączysz do naszej drużyny jako moja uczennica. Całość zajmie z około miesiąc czasu.
- Co! Miesiąc czasu? To bardzo długo... - zawiodła się mała.
Seiji uśmiechnął się do niej i poklepał ją po głowie dodając otuchy.
- Ej wy tam! Nie mamy całego dnia, pośpieszcie się i chodźcie - zawołał Reiji.
- Spokojnie mamy czas.
Seiji spojrzał na brata, który zrobił zniesmaczoną minę. W tym momencie cała trójka usłyszała głośny krzyk dobiegający z drogi. Seiji krzyknął do Saki by ta została na miejscu i w raz z bratem pobiegli w stronę, z której dobiegł krzyk. Było to za wzniesieniem na trasie, gdzie zobaczyli karawanę kupiecką, która została zaatakowana przed bandę githyanek i trolla. Wielki owłosiony stwór trzymał w dłoni człowieka, który wrzeszczał przeraźliwie, a następnie odgryzł mu głowę. Krew siknęła jak woda z fontanny, i poplamiła ziemię. Jakiś mężczyzna widząc to dobył miecza i pobiegł w stronę potwora, ten jednak nie przejął się człowiekiem i uderzył go swoją prawą ręką odrzucając go 10 metrów do przodu. Mężczyzna upadł na ziemię robiąc przy tym kilka fikołków i znalazł się przed githyanką ubraną w fioletowe szaty trzymającą drewniany kostur w prawej dłoni, która następnie chwyciła go za gardło i zaczęła dusić. Wśród zgliszczy powozu, zapędzeni jak szczury w pułapkę znaleźli się kolejni ludzie, którzy zostali otoczeni przez następne stwory.
Seiji widząc całe zdarzenie postanowił, że nie będzie się powstrzymywać. Wyciągnął z pochwy zawieszonej przy pasie srebrny sztylet z wyraźnym znakiem pioruna narysowanym na rękojeści, wypowiedział magiczne zaklęcie po czym sztylet zalśnił niebieskim światłem. Chłopak zeskoczył z wzgórza na drogę. Spojrzał w stronę gith, naliczył ich z około jedenastu wraz z trollem , następnie gwizdnął zwracając na siebie ich uwagę. Ciemnoczerwone oczy stworów powędrowały w jego stronę, po czy wyszczerzyły kły, w geście rozbawienia, przesyłając Seiji'emu informacje, że chłopak nie ma z nimi szans. Blondyn jednak nie przeraził się i wyciągnął w ich stronę swoją broń. Zlekceważone gith od razu pobiegły w jego stronę i go zaatakowały, prócz gith z kosturem. Najbliższy stwór chciał uderzyć chłopaka z prawej strony, ten jednak zrobił unik i odciął mu rękę. Kolejny trzymał w dłoni miecz, który chłopak z łatwością sparował, uderzając przy tym trzeciego przeciwnika robiąc mu z głowy miazgę, ten upadł na ziemię rozbryzgując kałużę ciemnej krwi. Kolejne potwory zawahały się i postanowiły wyrzucić w stronę blondyna magiczne zaklęcie czerwonego błysku. Chłopak jednak wyskoczył do góry unikając przy tym zaklęć, a następnie narysował w powietrzu palcem magiczne znaki, które następnie przemieniły się w błyskawice i przeszyły ciało jednej, drugiej i trzeciej gith. Pozostała piątka otoczyła Seiji'ego, a następnie ruszyła bezmyślnie na niego. Chłopak jednak zachował spokój i lekko uśmiechnął się, po czym ziemia wokół niego uniosła się i przebiła ciała dwóch stworów, jednak pozostała trójka zdołała odskoczyć. Nie spodziewały się takiego ataku ze strony blondyna, jednak to nie on rzucił to zaklęcie, lecz jego brat Reiji, który stał nadal na górce i trzymał w dłoni swoją magiczną księgę. Potwory patrzyły na nich ze złością w oczach, jednak jeden z nich uśmiechnął się szeroko. Seiji zapomniał o trollu, który rzucił w jego stronę ogromy głaz i gdyby chłopak w porę tego nie dostrzegł i nie znałby magii manipulacji obiektów mogło by to źle się dla niego skończyć. Wielki głaz zatrzymał się tuż przed jego oczami. Gith zrobiły przerażone spojrzenie i zaczęły uciekać. Chłopak patrzył jak zwiewają, po czym za pomocą swych mocy rzucił w ich stronę skałę, która pokiereszowała je mocno, po czym obrócił się w stronę trolla. Pięcio metrowy olbrzym spoglądał na niego z góry, a z jego ust ociekała krew i zwisały flaki człowieka. Chłopakowi zrobiło się trochę niedobrze, ale nie opuścił gardy. Ustawił swoją broń na przeciwko bestii, a następnie rzucił w jej stronę błyskawicę. Leciała bardzo szybko i przeszyła by ciała potwora jednak zderzyła się z czymś co wywołało wybuch. Została jeszcze jedna gith z kosturem w dłoni. To ona rzuciła w piorun, magiczny pocisk, który zderzył się z nim w locie. Troll ryknął głośno i pobiegł w stronę Seiji'ego. Chłopak był gotowy. Odmierzał odległość między nim a potworem. 20 metrów... 15... 10. W końcu bestia była na tyle blisko, że chłopak uniknął jej miażdżącego ataku ręką, wyskoczył w powietrze i ciął sztyletem trolla w ramię, a następnie odbił się od jego głowy zrobił salto w powietrzu i wbił bestii sztylet w plecy prując mu je od góry do dołu po czym chłopak odskoczył od niej. Stwór stał przez chwilę w bezruchu, po czym popatrzył się na chłopaka i jeszcze bardziej się zezłościł. Rany, które zadał mu Seiji były zbyt płytkie, żeby troll odniósł jakiekolwiek obrażenia. Bestia napierała na chłopaka z prawej i lewej. Seiji robił tylko uniki. Chłopak czekał tylko na dogodną okazję do zadania ciosu. Blondyn wyskoczył na skałę, którą następnie troll rozwalił swoim uderzeniem, a chłopak ponownie wyskoczył w powietrze wprost na głowę przeciwnika. "Teraz", powiedział w duchu chłopak i wbił swój sztylet w łeb trolla, z którego następnie błysnęło niebieskie światło. Bestia wrzeszczała przeraźliwie i miotała się w różne strony, aż w końcu upadła z chłopakiem na ziemię.Chłopak usmażył mózg trolla. Seiji wyjął z jego głowy swój sztylet i wytarł z krwi, po czym spojrzał w stronę gith. Ta mocno chwyciła swój kostur w dłonie. Była bardzo zła, że wszyscy jej podwładni wraz z trollem zostali pokonani przez jednego chłopaka. Wiedziała, że nie ma z chłopakiem żadnych szans tym bardziej, że na wzgórzu całemu zdarzeniu przyglądał się brat Seiji'ego. Ale bestia miała jeszcze jeden as w rękawie. Ściągnęła chustę, która odsłoniła jej twarz, która była cała pokryta zielonymi łuskami, a z buzi wystawały wielkie żółte kły po czym wrzasnęła tak przeraźliwie, że wszyscy wokół niej złapali się za głowę i starali zasłonić swoje uszy, żeby tylko nie słyszeć przeraźliwego wrzasku. Kiedy gith w końcu skończyła, postanowiła uciec, jednak coś przebiło jej kolano na wylot. Potwór spojrzał na ziemię i zobaczył wbitą w nią srebrną, połyskującą strzałę. Następnie wzrok bestii skierował się na wzgórze skąd przyleciała magiczna strzała. Bestia zauważyła Reiji'ego. On jeden stał na wzgórzu, podczas gdy inni zwijali się z bólu głowy. Wokół chłopaka latała jego księga, która następnie ułożyła się naprzeciw leżącej na ziemi gith. Blondyn wypowiedział słowa zaklęcia, po czym z księgi wyleciały kolejne magiczne strzały, które przebiły ciało przerażonej gith. Chłopak następnie, wraz z małą Saki podbiegł do swojego brata i pomógł mu wstać. Ból głowy ustąpił i ludzie, którzy stali przy swoich wozach mogli poczuć ulgę.
- Dziękujemy Wam za ratunek - powiedziała rozpłakana kobieta.
- Przepraszamy, ze pojawiliśmy się dopiero teraz inaczej... - zacisnął zęby Seiji patrząc na ciało bez głowy.
- Przeklęte bestie, atakują każdego kto przejeżdża tą drogą! Jechaliśmy, a raczej uciekaliśmy z naszej wioski, która została opanowana przez te stwory - powiedział brodaty mężczyzna.
Do trójki przyjaciół podleciała mała dziewczynka.
- Dziękuję, że uratowaliście mojego tatę - uśmiechnęła się po czym podbiegła do swojego ojca, który leżał na kolanach blondynki, która prawdopodobnie była jej mamą.
- Ile ona ma lat? - zapytał Reiji.
- Dziesięć, ale w naszej wiosce jest jeszcze więcej małych dzieci. Gith wykorzystują je w pracy w kopalni... - człowiek zatrzymał się na moment i zobaczył medalion lwa na szyi braci. - W jesteście z Arcanium! - powiedział. - Proszę was pomóżcie nam! - klęknął przed nimi.
Seiji'emu zrobiło się ich żal. Jednak spojrzał na swoją młodszą towarzyszkę. Nie mógł jej narażać na takie niebezpieczeństwo.
- Przepraszamy, ale nie możemy wam pomóc - powiedział, a na oczach ludzi pojawiły się łzy. - Ale za trzy dni do waszej wioski przybędzie grupa żołnierzy i wyzwoli ją z Gith.
- Macie pojęcie ilu ludzi może jeszcze zginąć przez ten czas! - krzyknął młody mężczyzna z tłumu.
- Te potwory zabrały moją siostrę do kopalni, nawet nie wiem czy ona jeszcze żyje - zaszlochała jedna z kobiet.
- Co z was za ludzie, że nie chcecie pomóc bezbronnym ludziom!
Saki spojrzała na niego z żalem w oczach. 
- Seiji przecież możecie im po... - dziewczyna nie skończyła, gdyż ktoś przeraźliwie krzyknął.
Wszyscy spojrzeli w stronę wozów. I zobaczyli jak mała dziesięcioletnia dziewczyna leży na ziemi, a nad nią stoi jej ojciec, który stał nad ciałem blondynki leżącej w kałuży krwi. Jego twarz zaczęła się kruszyć. Jedna z githyanek podszyła się pod wieśniaka. Ludzie przerazili się i zaczęli uciekać, a Saki widząc to zdarzenie się zagotowało. W jej ręce pojawił się mały nóż. Dziewczyna chciała rzucić się z nim na potwora, jednak Seiji chwycił ją za ramie i podbiegł do bestii, której przeciął ciało. Mała dziewczyna płakała bardzo głośno, Saki podbiegła do niej i przytuliła ją do siebie.
- Nadal nie chcesz im pomóc?! - zapytała zezłoszczona.
Seiji spojrzał na nią, a następnie na podróżnych. Był zakłopotany. Z jednej strony chciał im pomóc, z drugiej bał się o Saki. W końcu podjął decyzję.
- Zabierzcie nas do waszej wioski.

Zimna, wilgotna posadzka. Ciężkie, chłodne łańcuchy na zakrwawionych rękach. Dziewczyna młoda leżała na słomie i szlochała. W jej małej celi było zimno, a w powietrzu unosił się smród gnijącego mięsa. Z pod zropiałych oczu, zakrytych nieco włosami, dziewczyna zauważyła jak w oświetlonej części jaskini za kratami grupa potworów smażyła na ognisku jelenia. Zielone bestie, kłóciły się o to kto zje najlepszą część zwierzęcia. Mała czarnowłosa dziewczyna poczuła głód i zaczęła czołgać się do krat, kiedy to potwory zauważyły, zaczęły się z niej śmiać. Jeden z nich podszedł do niej i rzucił jej kość, która uderzyła ją w głowę. Mała wzięła ją do dłoni i zaczęła przeżuwać w poszukiwaniu skrawków mięsa w tym momencie drzwi do celi otworzyły się, a do celi wlazła ta sama gith. Dziewczyna popatrzyła na nią z nadzieją, że dostanie coś więcej. W dłoni potwora zauważyła worek. Zielony potwór uśmiechnął się i wyciągnął z worka coś co potem cisnął przed małą. Dziewczyna nie wiedziała dokładnie co to jest, czuła tylko smród krwi. Dotknęła przedmiotu i poczuła sierść, nos i rogi. Popatrzyła nieco wyraźniej na przedmiot i zauważyła, że jest to głowa jelenia. Wzdrygnęła się i przyczołgała do ściany, a bestie ponownie parsknęły śmiechem. Przerażona zaczęła głęboko oddychać, po czym ponownie zemdlała.

Saki obserwowała wioskę z ukrycia. Pośród pięciu małych drewnianych domków na placu zauważyła, pracujących przy tartakach ludzi, których obserwowało paru mężczyzn. Nie zauważyła nigdzie, żadnej z gith.
- Zazwyczaj gith przebywają w karczmie, tam jest ich baza w wiosce -  powiedział brodaty mężczyzna wskazując na duży budynek na wzgórzu.
- Ile ich tam przebywa. Ciężko określić, zazwyczaj około dziesięciu. Większość siedzi w jaskiniach za lasem.
- A czy podszywają się pod ludzi?
- Czasem się zdarza, że podszyją się pod kogoś z nas, ale zazwyczaj chodzą w swojej prawdziwej formie, chcą tym nas zdyscyplinować żebyśmy nie robili nic głupiego. Jednak łatwo jest rozróżnić czy jesteś człowiekiem czy gith. Moi ludzie pracują ciężko, podczas gdy tamta dwójka siedzi sobie i ich obserwuje. Gdy do wioski przybędą podróżni gith zaciągają ich do tawerny, gdzie kończą ich życie
- Reiji, masz jeszcze zaklęcie anulowania czarów, zaklęć?
- Tak bracie.
- Rzucimy je na całą wioskę, po czym zaatakujemy. Panie Alo, walka będzie ciężka prosiłbym pana by powiadomił swoich ludzi, by nie wychodzili na zewnątrz. Nie mogę jednak obiecać, że obejdzie się bez ofiar. Za pięć minut mój brat rzuci na wioskę zaklęcie.
- Dobrze, już lecę ich ostrzec.
Mężczyzna odszedł od braci i wszedł do wioski.
- Saki masz się trzymać blisko nas. Zrozumiałaś? 
- Dobrze.
Reiji wyciągnął swoją księgę magii i przekartkował na stronę z zaklęciem anulowania różnego rodzaju czarów.
- Miejmy nadzieję, ze na nie zadziała.
- Słuchajcie ja zajmę się tymi w tawernie, ty natomiast weź grupkę na zewnątrz. Dokładnie kiedy tylko wejdę do gospody masz rzucić zaklęcie.
- Oszalałeś? Nawet nie wiemy ile ich tam może być. A co jeśli znowu ogłuszą cię swoim krzykiem?
- Nie pozwolę im nawet otworzyć gęby - uśmiechnął się chłopak po czym jakby nigdy nic wszedł do wioski.
Reiji i Saki oniemieli. Dwójka mężczyzn, która siedziała na krzesłach spojrzała w jego stronę.
- Joł! Jestem w podróży i chciałbym się u was odpocząć chwilkę. Można tu gdzieś wynająć pokój.
Starszy facet obleciał Seiji'ego wzrokiem, po czym wskazał na tawernę. Ludzie, którzy pracowali przy drewnie chwilowo spojrzeli na chłopaka, ale obleciał ich złowrogi wzrok drugiego mężczyzny. Ci przerażeni wrócili z powrotem do pracy.
- Dzięki wielkie - powiedział po czym ruszył w stronę oberży.
Chłopak zauważył pana Alo, który kazał ludziom przy drugim tartaku ukryć się w domach, kiedy Ci pomału chcieli się rozejść, jeden z mężczyzn zatrzymał ich i wyciągnął drewnianą maczugę. Chłopak wiedział już, że musi być gith, jednak liczył że jego brat zajmie się nim.  Seiji otworzył drzwi do gospody i wszedł do środka. Reiji widząc to zaczął recytować zaklęcie. Po chwili atrament na kartce zniknął, a on ruszył do działania. Mężczyzna z maczugą w dłoni kazał ludziom wracać do pracy, jednak pan Alo zakazał im tego. Zdenerwowany człowiek podniósł swoja broń do góry i już chciał uderzyć starca, kiedy jego twarz zaczęła się kruszyć. Reiji, wraz z Saki wyszli z ukrycia i udali się ku mężczyźnie, który złapał się za twarz. Księga chłopaka uniosła się w powietrzu, a następnie wyrzuciła z siebie magiczna strzałę, która przebiła się przez kruszącą twarz. Mężczyzna upadł na ziemię, a pan Alo wraz z innymi ludźmi zobaczyli chłopaka z dziewczyną, który kazał im ukryć się w domach. W ten jedna z kobiet wyszła mu na przeciw i krzyknęła.
- Nie możecie oni mają mojego syna!
Saki wzdrygnęła się na te słowa.
Ludzie pracujący po drugiej stronie usłyszeli krzyk kobiety i zauważyli, że ich strażnicy zrzucili fałszywą skórę. Wieśniacy przestraszeni rzucili się do ucieczki, ale potwory nie miały zamiaru ich puścić wolno.
Jeden z nich rzucił się na kobietę i przygniótł ją do ziemi. Drugi natomiast chciał zawyć, ale księga Reiji'ego mu na to nie pozwoliła i rzuciła w jego stronę kolejną strzałę, która przebiła stworowi gardło. Ten jednak nie upadł. Złapał się za szyję z której tryskała krew i spojrzał w stronę Reiji'ego. Stwór leżący na kobiecie był trochę zdezorientowany tym zajściem, ale kiedy zobaczył chłopaka bez wahania skręcił kobiecie kark. Jeden z mężczyzn widząc to krzyknął, chwycił za siekierę i ruszył na mordercę dziewczyny. Niezdarnie machnął siekierą, ale gith zatrzymała ją w rękach i złamała. Przerażony mężczyzna upadł na ziemię i spoglądał na potwora, który wstał i chciał go zdeptać, ale wtedy pozostali mieszkańcy również rzucili się na bestię. Gith unikała ich, przy okazji kalecząc niektórych. Bezradni mieszkańcy nadal napierali na stwora bezskutecznie, aż ten rozwścieczony złapał jednego z nich. Młody chłopak krzyczał przeraźliwie w dłoniach gith. Ta podekscytowana, że zaraz dokona egzekucji uniosła swoja prawą dłoń ku górze. Już miała wbić swoje ostre szpony w ciało chłopaka kiedy jej dłoń została odcięta przez falujące złote ostrze. Zaskoczona gith odrzuciła chłopaka na bok, a jej wzrok skierował się na Reiji'ego, który zmasakrował w tym czasie jej przyjaciela.
Oczy potwora zapłonęły złością. 
W tym czasie, kiedy Seiji wszedł do gospody i zamknął za sobą drzwi, jego oczom ukazało się pomieszczenie z piętnastoma osobami, których oczy skupiły się na nim, a po chwili ich twarze zaczęły się kruszyć. Chłopak uniósł swoja dłoń do góry, a po chwili pojawiła się w niej kula ognia którą cisną w stronę siedzących. Ci zaczęli się palić, jednak szóstce udało się uniknąć płomieni. Potwory zdenerwowane wyciągnęły miecze zawieszone przy ich pasach. Chłopak uśmiechnął się i zmaterializował w dłoni magiczną broń, z której następnie wyrzucił falę prądu. Ta jednak zatrzymała się przed wojownikami gith i rozpłynęła się w powietrzu. "Magiczna bariera" domyślił się i zobaczył wśród szóstki uzbrojonych, dwie kobiety gith. Kolejne czarodziejki "gith", z których jedna trzymała wielką laskę. Musiała być przywódcą potworów. Wiedźma, kazała swoim podwładnym ruszyć do ataku na chłopaka. Wojownicy posłuchali jej polecenia i przystąpili do ataku. Seiji stanął na stole i skoczył na pędzących przeciwników, materializując przy tym  wolnej dłoni kolejną kulę ognie, którą następnie potraktował swoją broń. Sztylet chłopaka zapłonął, a pierwszy z przeciwników trochę się zawahał przez co chłopak, rozciął mu brzuch. Drugi zaatakował z góry. Seiji zatrzymał jego atak, a kolejna gith zamierzała przebić mu plecy, jednak chłopak wybił swojemu przeciwnikowi miecz z ręki i go odepchną po czym błyskawicznie potraktował drugiego wojownika, który był za nim ogniem. Wtedy chłopak poczuł ból. Jego ramie zostało przebite bełtem wystrzelonym z kuszy przez gith, która załadowywała następny bełt. Jednak Seiji nie chciał pozwolić na ponowny wystrzał z kuszy. Szybko narysował w powietrzu trzy znaki i podniósł za pomocą magi gith, której wybił miecz z dłoni i cisnął w stronę kusznika przewracając go na ziemię. Kolejna gith chciała zaatakować go w bok, ale chłopak również za pomocą magii wyrwał jej miecz z dłoni, który następnie wbił z serce właścicielowi. Zdenerwowana czarodziejka gith postanowiła pomóc i odskoczyła od swojej starszej koleżanki, a następnie wykonała kilka ruchów dłoni w powietrzu i wyczarowała magiczną broń, którą zaatakowała Seiji. Zaklęcie lewitacji w tym przypadku by już nie zadziałało dlatego chłopak musiał zmierzyć się z czarodziejką. Ich bronie zderzyły się ze sobą wywołując wielki huk. Gith uśmiechnęła się szyderczo, otworzyła usta, ale chłopak widząc to kopnął ją nogą w brzuch. Wiedział, że zamierza go ogłuszyć krzykiem. Czarodziejka odskoczyła i przyklękła z bólu. W tedy wielka fala powietrza, odepchnęła Seiji'ego na zewnątrz budynku. Chłopak upadł na ziemię, a Reiji, który w tym czasie odciął rękę jednej z gith chciał mu pomóc, ale ta wyskoczyła na niego i chciała przebić mu serce. Zaskoczony chłopak zrobił unik, ale ta kopnęła go w bok. Saki widząc to zdarzenie zdenerwowana poczuła przypływ mocy. Kawałki drewna, które znajdowały się w szopie uniosły się ku górze i poleciały w stronę jednorękiego stwora. Ten widząc nadlatujące klocki drewna zaśmiał się i zniszczył parę z nich, a wtedy zobaczył że mała dziewczyna rzuciła się na niego z sztyletem w dłoni, który następnie wbiła mu w serce. Z gospody wyszło kilka kolejnych stworów.
- Dzisiaj możemy oswobodzić naszą wioskę z terroru tych potworów - krzyknął pan Alo i chwycił za siekierę.
Ludzie złapali za widły i inne przedmioty po czym zaczęli pędzić w stronę bestii. Nie byli w ogóle przerażeni. Chcieli po prostu odzyskać swój dom. Wtedy z gospody wyszła przywódczyni, która widząc ludzi pędzących na jej gith, za pomocą swej laski chciała rzucić jakieś zaklęcie, wtedy została ona zniszczona przez elektryczny pocisk. Ludzie rzucili się na pozostałe przy życiu githyanki, a mniej doświadczona czarodziejka, chcąc powstrzymać ludzi zaczęła recytować zaklęcie jednak została przebita, przez sztylet Seiji'ego. Przywódczyni gith widząc swoją porażkę chciała uciec jednak coś oplatało jej nogi i przewróciło na ziemię. Czarne pasy, zaklęcie Kurenai, które księga Reiji'ego wchłonęła parę dni wcześniej okazało się teraz pomocne. Czarodziejka była splątana i nie mogła nic zrobić, a przynajmniej taks się zdawało. Oczy gith błysnęły, a pasy zaciskające jej ciało zniknęły. Kobieta gith wstała i była żądna krwi. Reiji syknął, a jego księga wyrzuciła w jej stronę kolejną strzałę. Tym razem nie srebrna i lśniącą, lecz pokrytą zieloną trującą substancją. Strzała leciała wprost na nią, ale ta postanowiła, że również pokarze swoja moc. Wyciągnęła rękę do przodu, a z dłoni wyleciał język ognia, który roztopił nadlatującą strzałę. Reiji zacisnął zęby, a gith uśmiechnęła się wstrętnie, po czym zrobiła unik przed sztyletem Seiji'ego, a następnie uderzyła chłopaka w plecy, ten lekko się zatoczył, ale utrzymał równowagę i wyczarował w wolnej dłoni magiczny pocisk, którym chciał potraktować wiedźm gith. Pocisk jednak rozpłynął się przed wiedźmą, którą nadal chroniła bariera. Wiedźma uniosła swoje ręce ku górze i cisnęła w blondyna strumień ognia. Chłopak zasłonił się swoim płaszczem, który następnie błyskawicznie co dało czas do ataku gith. Złapała chłopaka za rękę i wykręciła mu ją. Seiji klęknął przed gith i nie mógł nic zrobić. Zła git uśmiechnęła się i chciała zabić chłopaka jakimś zaklęciem, ale coś musnęło jej policzek. Kobieta gith poczuła czyjąś obecność za sobą, a następnie szybko chciała się odchylić a jej bok został przebity, przez sztylet. Ciemna krew siknęła na trawę, a ręka gith zrobiła się luźna dzięki czemu Seiji mógł oswobodzić się z pod jej nacisku i odskoczył do tyłu. Gith odskoczyła na bok i zobaczyła osobę odpowiedzialną za jej ranny bok. Mała dziewczyna o czerwonych włosach z wyraźną złą miną na twarzy i płonącymi oczyma. To była Saki. Reiji widząc ją zdziwił się mocno. Jak w tak krótkim czasie ona pojawiła się za wiedźmą? Rozgniewana gith wyczarowała w swojej dłoni płonący sztylet, a następnie rzuciła się na Saki. Dziewczyna widząc nadlatującą bestie przeraziła się i upadła na ziemię, a magiczna broń w jej ręce zniknęła. Płonący sztylet był coraz bliżej małej, która zamknęła oczy z przerażenia. Myślała, że już jest po niej. Saki usłyszała tylko dźwięk zderzających się dwóch broni. Otworzyła pomału swoje oczy i zobaczyła Seiji'ego, który odepchnął atak gith. Zezłoszczona wiedźma gith rozejrzała się po wiosce. Wszyscy jej wojownicy leżeli martwi u stóp rannych wieśniaków. Krew zagotowała się w niej. Odepchnęła Seiji'ego, który upadł na plecy tuż obok swojej małej towarzyszki, a gith wycelowała swój płonący sztylet ku górze. Powietrze zaczęło falować z gorąca wokół gith, która szykowała się do zadania ostatecznego ataku. Ciało wiedźmy zapłonęło, oczy jej się zaświeciły. Przerażeni mieszkańcy wioski zrobili kilka kroków w tył. Reiji chciał ją powstrzymać, ale magiczna moc odepchnęła go na ziemię. Nad płonącą wiedźmą pojawiła się kula ognia, którą chciała rzucić na wioskę i jej mieszkańców kiedy nagle wiedźma poczuła przeszywający ból. Ogromna ognista kula zaczęła znikać, a gith popatrzyła na dół i zobaczyła jak Saki trzyma sztylet, który przebija jej serce. Gith upadła na ziemię, a Saki klęknęła przed nią i patrzyła na swoje zakrwawione ręce. Reiji podbiegł do dziewczyny i objął ją w ramiona, żeby ja uspokoić.  Wszystkie gith we wsi, zostały pokonane. Pan Alo podszedł do braci i im podziękował za pomoc.
- Głupcy! - krzyknęła jakaś kobieta. - Oni teraz zabiją porwane dzieci, a potem nas!
Wszyscy popatrzyli na siebie z żalem w oczach.
- Odzyskamy wasze dzieci - powiedział Seiji.
- Ich jest jeszcze dużo w samych kopalniach. Nie dacie tamtym rady, są o wiele groźniejsze! - kobieta klęknęła na ziemi i zaczęła płakać.
Ludzie zasmuceni tym faktem nie wiedzieli co zrobić. Saki pomogła Reiji'emu, wyciągnąć z ramienia Seiji'ego bełt, po czym chłopak znalazł w swojej księdze zaklęcie leczące rany, którym pomógł swojemu bratu. Chłopak wstał podszedł do ludzi i zapytał.
- Gdzie są te kopalnie?
- Na wschód od wioski można dojść tam tą drogą - powiedział pan Alo.
- Udamy się tam i uratujemy dzieci. Jeśli natomiast nam się nie uda, wasi przyjaciele w ciągu najbliższych kilku godzin dotrą do Kaszten skąd przybędzie więcej ludzi z Arcanium i wam pomoże - uspokoił ich chłopak. - Reiji myślę, że powinniśmy wyruszyć od razu.
- Ja też chcę z wami iść
- Nie Saki ty zostajesz! - krzyknął starszy z braci.
- Ale dlaczego? Przecież dam sobie radę! Nie widzieliście jak poradziłam sobie z tamtym gith?
- To zbyt niebezpieczne. Żałuję, ze w ogóle zgodziłem się żebyś z nami przyszła zamiast jechać z resztą do Kaszten.
Dziewczyna spojrzała na braci z żalem w oczach, po czym odwróciła się od nich i pobiegła pomóc wieśniakom.
- Poczułeś ten przypływ mocy, prawda? - zapytał się Seiji.
- Tak. ma w sobie moc. 
- Ale nie potrafi z niej w pełni kontrolować, widziałeś jak wyczarowała ten sztylet, po czym bez wahania przebiła nim serce gith?
- Tak samo zrobiła z inną gith. Chcesz ja nauczyć kontrolować swoją moc?
- Jak tylko dotrzemy do Kaszten. Tym czasem powinniśmy już ruszać.
Powiedział chłopak patrząc na Saki, która bandażowała ranną rękę jednemu z wieśniaków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz