niedziela, 22 maja 2016

Rozdział 8

W powietrzu unosił się metaliczny zapach krwi, a w głębi ciemnych tuneli słychać było płacz dziecka i krzyki gith. Dziewczyna wiedziała, że jeden z jej przyjaciół musiał sprzeciwić się poleceniu strażnika przez co czekała go kara. Doczołgała się do krat swojej celi i zaczęła krzyczeć, żeby przestali. Wrzaski jednak nie ustawały lecz robiły się coraz głośniejsze i doprowadziły do bólu głowy dziewczyny, która zacisnęła mocno zęby i zaczęła płakać, po czym coś uderzyło o jej kraty, a czarnowłosa upadła na zimną posadzkę. Popatrzyła do góry na uzbrojonego w miecz stwora, który delektował się krzykiem dziecka i uczuciami małej. Dziewczyna zacisnęła swoje pięści, popatrzyła na gith przy kratach, które następnie niespodziewanie wygięły się tworząc przejście, a kajdany na nogach dziewczyny przełamały się. Radość zniknęła z twarzy zielonoskórego stwora. Był zdziwiony, chwycił za swój miecz i chciał złapać małą, ale ta była szybsza i błyskawicznie wyczarowała w dłoni barwną kulę energii, którą przewróciła wojownika. Ten upadł na głowę i stracił przytomność. Mała zabrała od niego miecz i pobiegła w stronę krzyków. Na miejscu zauważyła dzieci trzymane w innych celach były przerażone i płakały, a do drewnianego słupa stojącego pośrodku sali, przywiązany był młody chłopak. Wokół niego stało dwóch groźnie wyglądających gith. Torturowali oni chłopaka, na którego zakrwawionym ciele znajdowały się siniaki i rany od cięcia nożem. Stwór chwycił włosy więźnia i podniósł go do góry coś do niego mówiąc, ten jednak plunął mu na twarz. Zezłoszczony oprawca uniósł swoją dłoń ku górze i chciał uderzyć młodego, ale dziewczyna mu na to nie pozwoliła. Ostro spojrzała w stronę gith, a jej oczy zalśniły. Ręka, która miała uderzyć chłopaka walnęła z impetem twarz drugiej gith tak mocno, że stwór przewrócił się na ziemię, po czym zezłoszczony wstał i syknął na swojego towarzysza, który nie wiedział co się przed chwilą stało. Gith wyciągnęła miecz i zaatakowała swojego towarzysza, który nie zdążył się uchylić i oberwał w twarz. Z policzka wyciekła krew, a zdenerwowany tym stwór miał zamiar się odwdzięczyć. Czarnowłosa miała nadzieje, że potwory zabiją siebie wzajemnie dzięki czemu będzie miała okazję uratować więźniów, jednak poczuła czyjąś obecność za swoimi plecami, nie zdążyła się jednak odwrócić, a coś odrzuciło ją na środek sali. Walczące gith spojrzały na małą, która następnie uniosła się w powietrzu, a do korytarza weszła ubrana w zieloną togę z kosturem w dłoni czarodziejka i kazała zaprzestać im walk, po czym spojrzała na czarnowłosą i uderzyła ją w brzuch tak mocno, że dziewczyna straciła przytomność.

Wejście do kopalni było strzeżone, przez jednego strażnika gith, który siedział na skrzyniach. Seiji postanowił się nim zająć. Spokojnie zaszedł strażnika od tyłu po czym chwycił go za głowę i poderżnął mu gardło.
- To było proste - powiedział jego brat, który wyszedł z ukrycia.
- Wewnątrz kopalni może nie być tak łatwo.
W ten usłyszał dźwięk łamanej gałązki z za krzaków. Chłopak błyskawicznie zareagował i już miał cisnął w stronę roślin zaklęcie paraliżujące, kiedy usłyszał znajomy głos.
- Czekaj to ja! - z lasu wyszła do nich Saki, unosząca ręce ku górze.
- Kazałem ci zostać w wiosce! - warknął na nią Reiji.
- Pomyślałam, że mogę wam pomóc.
Wtedy przed stopami dziewczyny w ziemię wbiła się strzała, a z kopalni wybiegło pięciu wojowników i dwóch łuczników. Starszy z braci zacisnął zęby i rzucił się na jednego z gith, a Reiji wyczarował strumień ognia, którym potraktował nadciągających przeciwników. Ci jednak uchylili się przed magicznym atakiem i byli coraz to bliżej chłopaka. Saki nie zamierzała jednak stać w tyle. Wypowiedziała słowa zaklęcia i wyczarowała swoją magiczna broń. Chciała zaatakować, ale ktoś złapał ją za ręce i obezwładnił.
- Saki! - krzyknął Seiji, który chciał pomóc dziewczynie, ale pozostałe gith zablokowały mu drogę.
Wojownik gith zabrał małą w ramiona i pobiegł z nią do kopalni. Seiji jednak nie miał zamiaru tak jej zostawić. Odparł atak jednej gith, a drugą odepchnął po czym rzucił do kopalni za uciekającym wojownikiem kulę energii, która przewróciła go. Saki upadła na kamienie i zrobiła parę fikołków, a następnie sturlała się z urwiska w głąb szybu.

Dziewczyna wstała i chwyciła się za głowę, miała kilka zadrapań na rękach i nogach. Z trudem utrzymywała się na nogach. Znajdowała się w bardzo ciemnym tunelu, dlatego postanowiła rozświetlić sobie drogę i wyczarowała świetlika, który rozjaśnił jej korytarz. Przypomniało jej się jak uczyła się tego zaklęcia wraz z siostrą. Mari przyniosła jej na początku świeczkę i kazała ją zapalić siłą umysłu. Saki tygodniami siedziała przed tą świecą i wpatrywała się w jej knot. Były momenty kiedy dziewczyna chciała się poddać, ale Mari zawsze podnosiła ją na duchu. Kiedy wreszcie udało jej się zapalić świecę czekało ją o wiele trudniejsze zadanie. W myślach miała stworzyć owe źródło światła, a następnie przenieść je z umysłu do rzeczywistości. W tamtym czasie dziewczyna potrzebowała czasu, żeby to zrobić, dzisiaj wystarczy jej tylko sekunda.
Saki rozejrzała się po ciemnym tunelu. Zauważyła, że nie uda jej się wydostać drogą, którą tu się znalazła, więc postanowiła iść przed siebie. Podążając tunelem zastanawiała się, co z braćmi Nadakai.
- Jestem taka głupia - powiedziała i zaczęła płakać. - Co ja starałam się im udowodnić.
- Ej bądź cicho!
Saki słysząc te słowa wzdrygnęła się lekko i rozejrzała się po jaskini, gdzie zobaczyła drobną czarnowłosą dziewczynę zamkniętą w celi.
- Jesteś jedna z porwanych dzieci z wioski?
Czarnowłosa nie odpowiedziała jej na to pytanie. Spojrzała na Saki błagalnym głosem i powiedziała.
- Musisz nam pomóc się stąd wydostać.
- To właśnie, chcę zrobić. Poczekaj spróbuję...
- Nie dotykaj! - przerwała jej. - Te kraty są chronione zaklęciem magicznym.
- W takim razie co mam zrobić żeby Cię uwolnić?
- Musisz zabić tego kto to zaklęcie rzucił.
Saki przełknęła ślinę po czym usłyszała, że ktoś się zbliża.
- Szybko ukryj się i zgaś to światło! - rozkazała jej czarnowłosa.
Dziewczyna posłuchała jej, a magiczny promyk światła zgasnął, po czym schowała się za stertą kamieni i wpatrywała się w korytarz, z którego wyszło pięć gith, a jedna była ubrana w zieloną togę. Podeszła do celi i spojrzała na zamkniętą w niej dziewczynę.
- Dzisiejszej nocy jest pełnia księżyca. Tej nocy moja droga Amy dostąpisz zaszczytu i otrzymasz niewyobrażalną moc - czarodziejka, wraz z pozostałymi gith uklękli przed celą.
- O czym ty mówisz?! - zdziwiła się.
- Twoja egzystencja istnieje tylko po to żeby stać się jednością z najpotężniejszą czarodziejką, która stąpała na świecie. Wiedźmą Shelke.
Słysząc te słowa, Saki aż zaparło dech w piersiach. "Wiedźma Shelke?" pomyślała. Wiedźma Shelke była najpotężniejszą czarodziejką, która żyła ponad 400 lat temu. Niemożliwe, żeby ta Shelke znajdowała się w tych kopalniach, a jeśli tak to musiała by być poczciwą staruszką. Saki wiedziała, że istnieją zaklęcia przedłużające życie, ale miało to swoją cenę. W tym przypadku tą ceną miało by być... życie Amy! Mała czarodziejka zacisnęła ręce, nie chciała pozwolić, żeby dziewczyna w celi była ofiarą.
- O czym ty mówisz?!
- Już wkrótce się przekonasz, zabierzcie ją - powiedziała czarodziejka gith, po czym pozostali otworzyli celę.
Dziewczyna nie miała zamiaru jednak z nimi nigdzie iść ale opór był daremny. Saki widząc to nie wytrzymała i za pomocą swej mocy uniosła kamienie, które następnie poleciały w stronę wiedźmy gith. Te zatrzymały się zaraz przed nią, a oczy wiedźmy zwróciły się ku Saki, która stała ze sztyletem w dłoni i miała zamiar zaatakować. Wtedy ze skał wyleciały pnącza, które związały dziewczynę. Teraz mała mogła jedynie patrzeć jak gith zabierają Amy ze sobą.

Bracia uderzyli jednocześnie z dwóch stron, Seiji ciął z wysoka swoim lśniącym sztyletem, Reiji celował w nogi małym mieczem. Oba ataki zostały sparowane. Reiji odskoczył na drewniane skrzynie, a jego przeciwnik chciał uderzyć. Seiji rzucił się i zasłonił brata. Odbił cios, tak silny, że odrzuciła go w tył. Chłopak przyklęknął i plunął na ziemię krwią. Ich przeciwnik różnił się od pozostałych gith. Miał o wiele większe doświadczenie w walce. Zakuty w blaszaną zbroję wojownik trzymał w dłoniach wielki miecz. Bez chwili zastanowienia zaatakował ponownie. Seiji wstał i uniknął ataku z góry. Miecz wbił się w ziemię,  a chłopak postanowił wykorzystać okazję i uderzyć z lewej. Ten jednak na to nie pozwolił i najszybciej jak mógł odbił atak chłopaka, który następnie uderzył o ścianę jaskini.
Wojownik wyciągnął swój miecz z ziemi i powolnym krokiem ruszył w stronę leżącego. Wtedy coś przebiło się przez zbroję wojownika i utkwiło w jego boku. Ten obrócił się w stronę Reiji'ego, który recytował kolejne słowa zaklęcia, a z jego księgi wylatywały następne strzały, które wbiły się w ciało gith. Ten jednak nic sobie z tego nie zrobił. Musiał być bardzo wytrzymały. Reiji widząc, że jego ataki nie robią na nim żadnego wrażenia postanowił skorzystać z czegoś mocniejszego. Rozkazał swojej księdze magicznej znaleźć zaklęcie, dzięki któremu zdołają pokonać przeciwnika. Gith wyciągnęła strzały ze swojego ciała po czym obróciła się ponownie w stronę Seiji'ego, który z trudem wstał. Zderzenie ze ścianą musiało być dla niego bolesne, ale chłopak nie stracił chęci do dalszej walki. Chwycił swój sztylet w dłonie, po czym smuga światła zabłysła przemieniając go w miecz. Wojownik widząc to ruszył z ekscytacją na twarzy w stronę Seiji'ego. Chłopak przygotował się. Ich miecze zderzyły się ze sobą, aż poleciały iskry. Oboje odskoczyli od siebie, a gith wyskoczyła w górę, po czym potężnym machnięciem miecza zaatakował chłopaka, który sparował atak i uderzył gith w twarz. Zezłoszczony wojownik uderzył swoim mieczem z boku, ale Seiji zablokował atak, łamiąc przy tym miecz gith. Ten odskoczył od chłopaka i wyciągnął mniejszy miecz zawieszony przy pasie ale wtedy coś, a dokładnie kula wody zamoczyła jego ciało.
- Seiji, teraz - zawołał Reiji.
Chłopak chwycił swój miecz w dłonie, a z ostrza wyleciał strumień prądu, który popieścił wojownika gith. Ten upadł na ziemię i nie poruszał się.
- Był o wiele silniejszy niż pozostałe - powiedział Reiji ocierając swoje czoło.
- Tak, ale daliśmy mu radę. Gorzej jakby przyszło nam zmierzyć się z większą ilością takich wojowników - westchnął Seiji. - Musimy jak najszybciej odnaleźć Saki i dzieciaki - powiedział po czym obaj ruszyli dalej w głąb kopalni.
Po drodze widzieli kilka mniejszych, szybów przy których musieli wykorzystywać dzieci do pracy. W końcu usłyszeli odgłos szarpaniny. Schowali się za ścianą i obserwowali tunel, którym szło kilka wojowników gith niosących ze sobą poobijaną, drobną dziewczynę. Dziewczyna wierzgała się i szarpała jednak potwory trzymały ja jeszcze mocniej.
- Musimy jej pomóc - powiedział Seiji, który narysował w powietrzu magiczne znaki.
Gith szły korytarzem i nie spodziewały się ataku. Kiedy przechodzili obok korytarza, w którym ukrywali się bracia, Seiji wyskoczył i rozpłatał brzuch pierwszej gith, która następnie upadła na ziemię. Pozostałe gith zaskoczone tym wyjęły broń. Seiji miał zaatakować kolejną, kiedy z ziemi wyskoczyły pnącza i oplotły jego, oraz jego brata. Chcieli wyrwać się, ale bezskutecznie. Spojrzeli na zadowolone gith, które zrobiły miejsce dla ich czarodziejki.
- Znaleźli się bohaterowie - zaśmiała się. - zabijcie ich.
- Przestań! - zawołała dziewczyna, a jej oczy zabłysnęły.
Gith, które trzymały małą zostały odepchnięte na bok, a wiedźma chcąc powstrzymać swojego więźnia chciała rzucić zaklęcie, ale nie zdążyła. Czarnowłosa rzuciła w jej stronę falę elektryczną, która przewróciła wiedźmę na ziemię, a następnie uciekła.
- Głupcy łapcie ją! - zawołała zdenerwowana, a zaklęcie oplatające braci ustało.
Seiji wykorzystał okazję i zaatakował wiedźmę, ale ta szybko się pozbierała i odepchnęła swoją mocą chłopaka, po czym sama pobiegła za czarnowłosą dziewczyną. Pozostałe dwie gith rzuciły się na braci. Reiji uniknął ataku mieczem i chwycił gith za rękę, ta chcąc się oswobodzić zaatakowała wolną dłonią jednak i tą chłopak przyblokował. Stali tak bezruchu, a pomiędzy nich wleciała magiczna księga Reiji'ego i otworzyła się naprzeciwko twarzy wojownika, po czym wydostała się z niej strzała, która przebiła głowę potworowi. Druga gith walcząca z Seiji była szybka. Chłopak z trudem unikał jej ataków. Bestia napierała na niego z całej siły i przewróciła go na plecy. Chciała zadać ostateczny atak, ale uchyliła się przed magicznym pociskiem Reiji'ego. Po czym rzuciła się do ucieczki.
- Nie możemy pozwolić mu uciec! - powiedział Reiji pomagając bratu wstać, po czym ruszyli za potworem.
Gith wbiegła do sali, gdzie w celach trzymane były dzieci. W środku znajdowało się jeszcze dwóch strażników, którzy jedli jakieś resztki. Była tam również Saki związana liną. Stwór podbiegł do niej i chwycił ją za włosy, po czym do sali przybyli bracia. Dwaj strażnicy oderwali się od stołu i wyciągnęli miecze. Seiji zauważył Saki, której napastnik podłożył nóż do szyi. Dał znać braciom, że jeśli się nie wycofają to poderżnie gardło dziewczynie. Saki patrzyła na braci z przerażeniem w oczach. Seiji zacisnął zęby i nie wiedział co robić, ale jego młodszy brat miał plan. Jego książka przelatywała nad sufitem o czym wiedział tylko on. Gith warknęła na braci i zrobił lekką ranę na szyi Saki, z której popłynęła wiązka krwi. Stwór delektował się strachem małej oraz bezradnością braci. Gładził szyję małej nożem rozmazując przy tym jej krew. Książka Reiji'ego była już za potworem następnie otworzyła się i wyleciała z niej strzała, która przebiła jej czaszkę. Nóż upadł na podłogę wraz z właścicielem. Pozostała dwójka rzuciła się do ataku. Seiji przywołał swój miecz jednak stwór odepchnął go na skrzynie, które rozwaliły się pod ciężarem chłopaka. Reiji chciał pomóc bratu, ale drugi wojownik chciał uderzył go z prawej. Chłopak uchylił się, po czym dostał solidnego kopniaka w brzuch, a następnie gith chwyciła go za szyję i zaczęła dusić. Saki spojrzała na bestie, które katowały jej przyjaciół. W dziewczynie zebrała się ogromna złość. Wstała, a następnie chwyciła za nóż, który leżał na ziemi, a następnie wbiła go w plecy stwora. Ten uderzył ją w twarz tak, że przeleciała całe pomieszczenie. Pokiereszowana dziewczyna jednak nie miała zamiaru się poddać. Uśmiechnęła się złośliwie czym jeszcze bardziej zezłościła potwora. Dziewczyna uniosła ręce ku górze mówiąc bum, a nóż wbity w plecy gith eksplodował, po czym potwór wypuścił Reiji'ego z uścisku i padł. Chłopak starał się złapać powietrze. Jego brat natomiast dalej walczył z drugim gith. Nie szło mu najlepiej, gdyż potwór napierał z całych sił na drobnego chłopaka, który robił tylko uniki. Saki uniosła za pomocą magii miecz już nieżywego wojownika i z całej siły cisnęła nim w stronę wroga. Jednak ten odbił nadlatującą przeszkodę co dało szansę Seiji'emu na atak. Chłopak wybił wojownikowi z ręki jego broń, a następnie dał solidnego kopniaka w brzuch, przewracając go przy tym, kolejno rzucił się na niego chcąc mu przebić serce. Ten jednak nie miał zamiaru ginąć. Chwycił swoimi łapskami miecz i starał się go odeprzeć. Seiji napierał na broń z całych sił, ale gith była silniejsza i odepchnęła chłopaka od siebie po czym z impetem skoczyła na równe nogi, ale wtedy Reiji solidnie przeciął jej bok. Po czym Saki rozpłatała brzuch stwora, po czym upadła na kolana. Gith już nie żyła a dziewczyna starała się złapać powietrze.
- Saki nic ci nie jest? - zapytał zatroskany Seiji.
- Ja... ja was przepraszam - wydusiła z siebie dziewczyna - Amy... musimy... jej... - Nie dokończyła, gdyż straciła przytomność.
- Saki! Ej obudź się!
- Straciła przytomność - odpowiedział mu Reiji , któryw tym czasie przeszukał ciała gith i znalazł przy nich pęk kluczy, którymi otworzył drzwi do celi dzieci. Dzieciaki były bardzo przerażone i niechętnie chciały opuścić cele, ale pewien chłopak przekonał ich, że są bezpieczni.
- To było niesamowite - powiedział patrząc na braci z zachwytem w oczach. - Ale musicie jeszcze pomóc Amy!
- To pewnie ta dziewczyna, która uciekła korytarze - zwrócił uwagę młodszy z braci.
- Reiji zabierz Saki i wydostań stąd dzieci. Ja idę ją uratować - powiedział stanowczo Seiji przekazując małą w ręce brata.
- Dasz sobie radę?
- Nie wybaczę tym potworom tego co zrobiły tym dzieciom - powiedział patrząc na przerażone dzieciaki.

Amy słyszała cały czas ten przerażający śmiech w swojej głowie. Biegła co siał w nogach wzdłuż korytarzy jaskini starając się znaleźć wyjście z tego labiryntu. Im dłużej biegła, tym miała wrażenie, że korytarz staje się coraz węższy i ciaśniejszy co doprowadzało małą do paniki. W końcu zobaczyła drzwi, przez które bez chwili zastanowienia przeszła, ale za nimi były kolejne i kolejne. Zdruzgotana dziewczyna klęknęła na podłodze po czym zaczęła płakać.
- Amy, czemu płaczesz?
Dziewczyna wzdrygnęła się i rozejrzała wokół siebie jednak nikogo nie zobaczyła.
- Czyżbym postradała zmysły - pomyślała patrząc sobie na dłonie.
- Spójrz do góry - powiedział zachrypnięty głos.
Amy spojrzała na sufit i rozszerzyła oczy. Na suficie siedział olbrzymi, owłosiony pająk, który patrzył na nią swoimi czerwonymi oczami po czym spadł na ziemię przed dziewczynę, a następnie zmienił się w wodę i zatopił całe pomieszczenie. Amy w panice starała się znaleźć kieszeń powietrza, ale na próżno. Dziewczyna zaczęła tonąć. Kiedy myślała, że to już koniec ktoś chwycił ją za dłoń i pomógł wypłynąć.
Amy zakasłała i starała się odzyskać równy oddech. Popatrzyła na swojego wybawiciela. Była to starsza kobieta z dużą ilością zmarszczek na bladej twarzy. Włosy miała spięte w kok, ubrana w białe szaty siedziała na fotelu i patrzyła na małą z pod swoich nieco sennych ciemnawych oczu. Dziewczyna dopiero teraz zauważyła, że leży w łóżku przykryta śnieżnobiałą pościelą. Rozejrzała się po małym pokoiku, w którym była komoda i mała toaletka oraz okno.
- Już dobrze Amy, przyśnił ci się jakiś koszmar - powiedziała spokojnie staruszka.
Amy spojrzała na uśmiechniętą twarz babci i westchnęła z ulgą. A więc to wszystko co przeżyła było jednym wielkim koszmarem sennym jednak tak realnym.
- Co ci się przyśniło kochanie? - zapytała troskliwie staruszka po czym położyła swoją dłoń na ręce Amy.
- To było takie realne babciu.
- Już dobrze jestem przy tobie słonko - uspokoiła ją przytulając do siebie.

Seiji biegł wzdłuż korytarza, którym pobiegła dziewczyna. Miał wielką nadzieję, że bratu uda się wyprowadzić dzieci bez żadnych przeszkód z kopalni. W ten coś świsnęło przed jego twarzą, chłopak zrobił unik przed nadlatującym białym światłem, które wydrążyło dziurę w skale. Spojrzał w głów korytarza i zauważył gith, która związała jego i jego brata, a pod jej nogami leżeli dwaj zmasakrowani wojownicy. 
- Nie pozwolę ci przejść! Nie wolno przeszkadzać w rytuale! - krzyknęła, po czym ponownie rzuciła falę białego światła w stronę chłopaka.
Seiji zatrzymał nadlatujący pocisk, po czym zwrócił się do czarodziejki.
- Oddajcie małą!
Ta zaśmiała się po czym pstryknęła palcami, a ściany kopalni zalśniły. Chłopak zacisnął zęby i starał się odskoczył, ale wybuch był silniejszy i przewrócił go na brzuch, a sufit zawalił się na niego. Usatysfakcjonowana wiedźma widząc kupę kamieni, która przygniotła chłopaka uśmiechnęła się szyderczo, ale zaraz oczy jej się zaokrągliły, gdyż jeden, drugi i trzeci kamień poleciały w jej stronę. Czarownica błyskawicznie za pomocą swojej magii rozwaliła nadlatujące przeszkody. Potem, z kurzu wyłonił się chłopak i odrzucił gith na drzwi, które rozwaliły się pod wpływem uderzenia. Seiji wszedł do dużej groty i zobaczył czarnowłosą  dziewczynę klęczącą przed starszą kobieta, która trzymała na jej głowie ręce. Obie znajdowały się w magicznym świecącym się na czerwono kręgu.
- Nie powinieneś przeszkadzać! - syknęła na niego gith, a z podłogi wyleciały pnącza, które chciały związać chłopaka.
Jednak Seiji przewidział tą sztuczkę, sprawnie odskoczył od podłoża i podpalił rośliny. Rozzłoszczona gith skoczyła na chłopaka, a jej kostur zapłonął. Chłopak zablokował jej atak, ale ta nacierała na niego jeszcze bardziej i w końcu uderzyła go w twarz łamiąc mu nos.
- Nikt nie powinien przeszkadzać! - powtórzyła wiedźma, po czym odepchnęła chłopaka od siebie.
- Co tu się dzieje? - zapytał spoglądając na klęczącą dwójkę.
Wiedźma mu nie odpowiedziała lecz ponownie zaatakowała. Seiji wiedział, że musi utrzymać dystans co jednak nie było takie proste. Gith sprawnie wymachiwała w rękach kosturem atakując z prawej i lewej strony. W końcu przyparła go ściany i chcąc zadać kolejny atak coś wybiło jej kostur z dłoni ten poleciał w stronę magicznego kręgu. Gith chcąc go zatrzymać użyła czaru lewitacji i uniosła go w ostatniej chwili. Nie zauważyła jednak, że ten musną lekko magiczny krąg. Kostur wrócił do dłoni gith, która spojrzała w górę. Stał tam Reiji. Chłopak zeskoczył do swojego brata i pomógł mu wstać.
- Kazałem ci wyprowadzić dzieci - zwrócił mu uwagę brat.
- I tak zrobiłem. Do kopalni weszli ludzie z wioski. Zabrali ze sobą swoje pociechy i Saki, a ja postanowiłem sprawdzić czy potrzebujesz pomocy. Jak widzę dobrze zrobiłem.
- Hehe... Już prawie miałem ją w garści -  zaśmiał się chłopak.
Na twarzy Amy pojawił się radosny uśmiech. Dziewczyna biegała po łące za motylami krzycząc i wymachując rękami jak szalona. Była szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Wraz z babcią rzucała kaczki na rzece, łowiła ryby, wspinała się na drzewa, jadła jagody z krzaków, zbierała grzyby i robiła wszystkie inne rzeczy co dzieciaki w jej wieku. Siedząc przy drzewie plotła właśnie wianek z kwiatów, który zamierzała dać babci. Kiedy skończyła pobiegła do niej. Staruszka siedziała na ganku swojej małej chatki. Amy zawołała ją, a ta obróciła się w jej stronę. Wtedy też dziewczyna zatrzymała się, a szczęście zniknęło z jej twarzy.
- Co się stało kochanie? - zapytała ją staruszka.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła się tylko z przerażeniem w oczach na babcię, a dokładnie na jej twarz... połowę jej twarzy, gdyż w pozostałej jej części Amy zauważyła dwóch rannych chłopców, nad którymi pastwiła się githyanka. Wtedy też staruszka dotknęła swojej twarzy i poczuła, że jest niekompletna. Wstała, opuściła ręce i popatrzyła się na dziewczynę z pogardą w oku.
- Nie chciałam, żeby do tego doszło, ale nie mam wyboru - powiedziała po czym błękitne niebo nagle zrobiło się czarne, a trawa pod jej stopami uschła.
Przerażona Amy nie wiedziała co się dzieje, ale w miarę kiedy przyglądała się obrazowi na twarzy starszej kobiety przypomniała sobie o rzekomym śnie. O tym jak była więziona w celi przez githyanki i głodzona. Dziewczyna zacisnęła ręce i powoli wstała na równe nogi.
- Co to ma znaczyć?! - rzuciła złowrogie spojrzenie staruszce.
Ta widząc to uśmiechnęła się, a ziemia pod jej stopami zaczęła pękać.
- Podoba mi się to spojrzenie - powiedziała z paskudnym uśmiechem na twarzy.
- Kim ty jesteś?!
- Twoja matką.
Oczy Amy stały się okrągłe. Zdziwiła ją odpowiedź wiedźmy ale wiedziała, ze to kłamstwa. Amy miała swoja rodzinę w Arden. Kochająca mamę i ojca, dlatego też dziewczynę rozbawiły te słowa. Chciała coś powiedzieć do staruchy, ale ta przemieniła się w wielkiego pająka. Amy przerażona tym widokiem zaczęła uciekać w przeciwnym kierunku i wpadła na pajęczynę.
- Już, wkrótce będziesz moja mała muszko - powiedział przeraźliwy głos.
Amy wierciła się, ale pajęcza sieć była zbyt mocna. Spojrzała na wielką tarantulę i na dziurę w jej głowie, która stawała się coraz większa. Po jej drugiej stronie zobaczyła śpiącą siebie, klęczącą przed staruchą. Wtedy do głowy dziewczyny przyszła pewna myśl. Przypomniała sobie słowa swojego ojca "Tylko ty możesz władać własnym snem". Wtedy pomyślała, że śni i postanowiła spróbować pokonać staruchę będącą jej koszmarem. Zamknęła oczy, skupiła się i wyobraziła sobie jak rozrywa pajęczą sieć, wtedy poczuła, że może tego dokonać. Otworzyła oczy i oderwała się z pajęczyny.
- Co!? Jakim Cudem!? - warknął pająk.
Amy zeskoczyła na kamieniste podłoże, a następnie wyobraziła sobie jak olbrzymia tarantula staje się małym, tycim pajączkiem. Od razu ta myśl podziałała, a pajęczak zaczął się kurczyć.
- Jak to możliwe!?
- W moich snach to ja jestem władcą - parsknęła Amy. - A teraz wychodź z mojej głowy! - krzyknęła po czym rozdeptała pająka.
Magiczny krąg błysnął, a starucha odleciała od Amy i upadła na ścianę. Na jej twarzy pojawiła się złowroga mina. Kobieta wstała i zmaterializowała w powietrzu klatkę, w której uwięziła dziewczynę. Następnie spojrzała w stronę braci i gith, którzy przestali walczyć kiedy wiedźma się ocknęła. Kobieta uniosła ręce ku górze i odrzuciła chłopców do ściany. Nie mogli  poruszyć. W oczach gith pojawiło się przerażenie. Gith zrobiła kilka kroków w tył, a wiedźma uniosła rękę po czym ciało stora wyleciało w powietrze brudząc krwią twarz staruchy.
- Wy przeszkodziliście mi! - krzyknęła.
Wyciągnęła dłoń do braci. Spodziewali się, że czeka ich taki sam koniec jaki przed chwilą spotkał czarodziejkę gith. Jednak czarnowłosa dziewczyna powstrzymała wiedźmę wskakując na jej plecy.
Starucha miotła się, chcąc zrzucić z siebie dziewczynę. W końcu złapała ją za włosy i rzuciła o ziemię. Amy wstała i wyczarowała kulę mocy, a następnie uderzyła nią starą. Ta zatoczyła się i lekko zirytowana chciała odepchnąć od siebie swoją przeciwniczkę. Jednak Amy była szybsza, uderzyła ponownie staruchę i jeszcze raz, drugi, trzeci. W końcu starucha chwyciła ją za rękę i wolną dłonią złapała jej głowy. Błysnęło błękitne światło i odrzuciło Amy na podłogę. Wtedy zaklęcie, które przytrzymywało Seiji i Reiji ustąpiło. W dłoni Seiji'ego pojawiła się magiczna broń, po czym chłopak zaatakował wiedźmę, która chwiejnym krokiem szła w stronę rannej Amy. Jednak chłopak nie pozwolił jej ponownie tknąć małej i z impetem przebił serce wiedźmy. Ta spojrzała na srogie spojrzenie Seiji'ego. Zielone oczy kobiety zaczęła spowijać mgła. wyciągnęła do niego ręce i kasłając krwią wydusiła z siebie.
- Dlaczego...
Chłopak wyciągnął ostrze z serca czarownicy, a ta upadła na posadzkę. Podbiegł do rannej Amy i pomógł jej wstać.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
Ta złapała się za głowę i rozejrzała się po grocie, a jej wzrok zatrzymał się na martwej wiedźmie. Spojrzała na Seiji'ego i uśmiechnęła się.
- Jak najbardziej.

Amy niechętnie przeglądała ubrania wraz z Saki i paroma innymi dziewczynami z wioski.
- Ta powinna być w twoim rozmiarze - powiedziała dziewczyna z piegami na twarzy pokazując małej Amy czerwone spodnie i koszulę w kratkę. - Proszę przymierz ją.
Amy zabrała strój od koleżanki, weszła za zasłonę i przymierzyła nowe ubrania. Niechętnie pokazała się w nowym stroju. Popatrzyła z smętną miną na dziewczyny, który aż zapiszczały z zachwytu.
- Wyglądasz przeuroczo, chociaż koszula jest trochę za duża na ciebie.
- Może być. Jestem już zmęczona tym przeglądaniem ubrań - westchnęła.
- Saki, a może ty sobie coś wybierzesz?
- Mogę? - ucieszyła się dziewczyna i zaczęła przeglądać wielką szafę.
Wtedy do pokoju wszedł pan Alo z braćmi.
- Saki musimy się zbierać i wyruszamy do Kaszten - powiedział Seiji.
- Już?! - westchnęła i podeszła do swoich towarzyszy podróży.
- Strażnicy z Kaszten powinni, wkrótce się pojawić. Pomogą wam stanąć na nogi - rzekł Reiji.
- Dziękujemy wam bardzo za pomoc i uratowanie naszych pociech - podziękował pan Alo.
Wszyscy wyszli na zewnątrz pożegnać się z trójką bohaterów. Dostali oni dwa rumaki by szybciej dostać się do Kaszten. Wsiedli oni na wierzchowce. Saki siedziała wraz z Seiji. Po czym pomachali mieszkańcom wioski i odjechali do Kaszten. Odjeżdżając Saki zauważyła, że koszula Amy wcale nie była na nią za duża, wręcz przeciwnie pasowała na niej idealnie. Trochę było żal dziewczynie rozstawać się z nowo poznanymi przyjaciółmi, jednak miała ona cel zostania członkiem Arcanium.
Saki odwróciła się i poczuła lekki niepokój. Błyskawicznie jej wzrok ponownie skierował się w stronę wioski, która była coraz dalej i dalej, a mieszkańcy stawali się coraz mniejsi wraz ze wzrostem odległości.
- Coś nie tak, Saki? - zapytał troskliwie Seiji.
- Nie...
"Musiało mi się zdawać", powiedziała w myślach dziewczyna i ponownie odwróciła wzrok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz